Nie wiem dlaczego, po co i w jakim celu kończę ten i zaczynam nowy: tmtltb.wordpress.com
rozwijać się i zmieniać chcę
Grudzień 29, 2009 · Dodaj komentarz
→ Zostaw KomentarzKategorie: Uncategorized
elephant (1989)
Listopad 22, 2009 · 4 komentarzy
reż. Alan Clarke
scen. Bernard MacLaverty
wyst. ?
Przed Słoniem Van Santa był Elephant Clarka – pesymistyczny komentarz do kilkunastoletniego okresu (w okolicach lat 70) eskalacji przemocy w Irlandii Północnej. Surowe, minimalistyczne epizody. Ktoś idzie, znajduje ofiarę, strzela, odchodzi. Zero fabuły, psychologii, zamiast tego wkurw, oskarżenie, bezsilność i… Nowofalowy cool.
Ale to ostatnie to chyba wina Tarantino (Lyncha, Coenów itd.), który odebrał mi moją niewinność i teraz już nie potrafię przejąć się “surową” śmiercią na ekranie. Co by było gdybym kilka lat przed Wściekłymi Psami włączył sobie Telewizję Pibliczną (Elephant robiony był na zlecenie BBC) i po Tańcu z Gwiazdami zobaczył serię hiperrealistycznych wizji lokalnych? Nie wiem.
No i nieporzebnie te tandetne przebitki na broń.
Komentarzy: → 4Kategorie: Uncategorized
Otagowane: alan clarke, film, irlandia północna, lata 80
2012 (2009)
Listopad 19, 2009 · Dodaj komentarz
reż. Roland Emerich
scen. Roland Emerich
wyst. John Cusack, Amanda Peet, Chiwatel Ejiofor

Fabuła na poziomie gimnazjalnego wypracowania pisanego przez przygłupiego nastolatka, któremu ktoś bezpośrednio do mózgu podaje na zmianę płyn rdzeniowy wkurwionego rekina i bananowy kisiel z butaprenem + zajefajne zniszcznie… ale to przecież taki samograj jak cycki w malarstwie i picie w literaturze + natchnione przemówienie pana geologa (Ejiofor) o tym, że nowego rozdziału w historii ludzkości nie można zaczynać od aktu okrucieństwa (nie wpuszczenia do arki czekających przed wejściem ludzi) + głowy najbogatszych państw świata wzruszone płomienną mową geologa zgadzają się wpuścić na pokład arki kilkuset kręcących się w okolicy multimiliarderów (którzy byli w pobliżu, bo zepsuła się arka, którą w tajemnicy przed ludzkością wybudowali dla nich Chińczycy)
→ Zostaw KomentarzKategorie: Uncategorized
Otagowane: 2012, apokalipsa, film, film katastroficzny
złodzieje rowerów / ladri di biciclette (1948)
Październik 29, 2009 · Dodaj komentarz
reż. Vittorio De Sica
scen. Oreste Biancoli
wyst. Lamberto Maggiorani, Enzo Staiola

Stara dobra wrażliwość społeczna. Bez niej nie mielibyśmy bezcennego stereotypu naiwnego i niewinnego biednego, któremu zawsze wiatr w oczy, czego jeszcze… Becikowego… Filmów, które próbują klasom panującym przybliżyć ciężki los klas nieuprzywilejowanych… Sieci sklepów Biedronka…
ps. jeżeli De Sica tak bardzo chciał, żeby możni (czyt. ludzie, których stać na bilet do kina) pochylili się nad losem szarego obywatela, to dlaczego zrobił film z tak słabą anegdotą i płaskimi postaciami?
→ Zostaw KomentarzKategorie: Uncategorized
Otagowane: film, film włoski, lata 40, vittorio de sica
amadeusz / amadeus (1984)
Październik 26, 2009 · Dodaj komentarz
reż. Milos Forman
scen. Peter Schaffer
wyst. Tom Hulce, F. Murray Abraham, Elisabeth Berridge

Przeczytałem gdzieś, że dzieło sztuki należy odczytywać w kontekście epoki, w której powstało, a nie tej o której mówi, więc… Salieri będzie reaganomicznym yuppie, który popijając szampana z prezesami tamtego świata, nagle uświadamia sobie, że mimo wszystko jest miernotą, na co reaguje w sposób, który kojarzy mi się z bohaterami Ayn ‘Obudźcie Mnie w Hiperkapitalizmie’ Rand, tzn. za prywatne rozczarowanie mści się na Abstrakcji*. Przynajmniej subiektywnie. Bo w rzeczywistości zarówno Salieri jak i postaci Rand mszczą się na konkretnych ludziach (Mozart, Roark) – co w przypadku Salieriego oznacza głównie wysyłanie Mozartowi negatywnych wibracji i kibicowanie z trybun jego postępującej ruinie, ale Abraham gra tą bierność z taką soczystą teatralnością, że aż żal się robi kiedy gdzieś w środku filmu staje się chwilowo na rzecz Hulce postacią 2-planową. Ostatecznie narcyzm zostaje ukarany – pieniądze i zaszczyty przemijają z wiatrem, a zostaje tylko zajebista parodia motywu boskiego buntownika i yuppie-tragedia w jednym.
Plus Formanowskie tematy skazania na przeciętność, banalności zła, maglowania nonkonformistów itd.
* u Rand (czytałem tylko recenzje) postaci rozczarowane niepotrafiącą docenić genialnej sztuki Ludzkością poświęcają się budowaniu niesprawiedliwego i głupiego Systemu
→ Zostaw KomentarzKategorie: Uncategorized
Otagowane: film, lata 80, milos forman, mozart
biała wstążka / das weisse band (2009)
Październik 21, 2009 · Dodaj komentarz
reż. Michael Haneke
scen. Michael Haneke
wyst. Susanne Lothar, Ulrich Tukur…

Wyhodowany na protestanckim poczuciu winy sadyzm jako przyczyna nazimu w Niemczech? – Odważna teza…
…by była, gdyby nie to, że Haneke robi co może, żeby tylko nie sformułować jej w miarę prosto i jasno, czyli bez niedomówień, tudzież innych porozumiewawczych gestów, które jak to zwykle bywa oznaczać mogą wszystko albo nic. Zresztą wstążce wychodzi to chyba na dobre, bo gdyby jakiś film chciał mnie na poważnie przekonać, że cały naród wpadł w morderczy trans tylko dlatego, że dręczyło go zaszczepione przez surowych tatusiów poczucie winy, to chyba pękłbym ze śmiechu. Natomiast hiper-bergmanowską panoramkę prowincjonalnych patologii ad 1913 kupuję bez większych zastrzeżeń, szczególnie że w przeciwieństwie do Bergmana u Hanekego zawsze znajdzie się troszeczkę miejsca na (dosłowny) sex i przemoc.
→ Zostaw KomentarzKategorie: Uncategorized
Otagowane: film, film niemiecki, michael haneke, nazizm
# a mogło być tak pięknie
Październik 11, 2009 · 2 komentarzy
Dystrykt 9. Świetna zajawka. Niesamowity 1szy akt. A potem na łeb na szyję…
Tak mi żal tych 14 zł, że chyba zrobię zestawienie filmów, które po świetnej zajawce/1szym.akcie zjeżdżają na sankach prosto do Holywood, CA i dupa zbita. Let’s go:
1. Dystrykt 9. Idiotyzm i nieludzkość biurokracji, zamiatanie wykluczonych pod dywan, absurd, surrealizm, paradokumentalizm… Po takim wstępie rozsiadłem się wygodnie w fotelu spodziewając się inteligentnej makabreski w duchu Monty Pythona/Kafki/Topora/Voneguta/itd – a tu nagle okazuje się, że kosmiczne krewetki są inteligentniejsze od ludzi i mają jakąś super broń, na którą chrapkę ma megakoncern zbrojeniowy i od czapy przechodzimy do jatki z gatunku zabili go i uciekł. Nie zabrakło nawet kliszy z łapaniem pocisków i wysyłaniem z powrotem do nadawców:
2. Zęby. Już kiedyś pisałem. Dla niecierpliwych całość w 30 sekund:
3. W stronę słońca. Danny Boyle zaczyna jak Hitchcock, a kończy jak hollywoodzki cieć. Tarantino wyjaśnia:
4. Zack i Miri kręcą porno. Kevin Smith o przyjaciołach, którzy żeby wyjść z finansowego dołka decydują się nakręcić amatorski film porno, czyli pomysł genialny w swojej prostocie, a przy tym olbrzymie pole do popisu dla perwersyjnej wyobraźni Smitha (oczyma duszy już widziałem skrzyżowanie sprzedawców, w pogoni za amy i dogmy)… Nic z tego. Po 30 minutach włącza się hollywoodzki autopilot i z hukiem rozbijamy się w samym środku komediowo romantycznej tandety. Ostatnia scena, żeby nie tracić czasu:
5. Frost/Nixon. Klik. A na deser oryginalny Frost/Nixon:
6. Wszystkie filmy na podstawie książek Philipa K. Dicka odjąć “Łowca Andreoidów” i “Pamięć Absolutna”.
Komentarzy: → 2Kategorie: Uncategorized
Otagowane: film, horror, sci-fi, surrealizm
czarny piotruś / cerny petr (1963)
Październik 11, 2009 · Dodaj komentarz
reż. Milos Forman
scen. Milos Forman i Ivan Passer
wyst. Ladislav Jakim, Pavla Martinkova, Vladimir Pucholt, Jan Vostrcil, itd

Historia o inicjacji (pierwsza praca, pierwsza miłość), ale nieudanej. Głównie z winy specyficznego charakteru Piotrusia, ale też ogólnego stanu starszego pokolenia, które jakoś nie bardzo ma receptę (chociaż symbolika stopklatki w ostatniej scenie pozostaje dla mnie niejasna). Ale analizy na bok. Bo Czarnego Piotrusia cenimy nie za to, że mówi coś o życiu, tylko za to, że jest fajny, ma śmieszne epizody i sympatyczne postaci. I zabawne dialogi – jak ten o szczęśliwych płomieniach liżących ciało Pavly, albo o pani z obrazu, która ma zamknięte oczy ale dobrze wie co robi. I tak dalej.
A najśmieszniejsze jest to [bluźnierstwo alert!], że Czarny Piotruś jest sto razy lepszy od najwybitniejszych dzieł neorealizmu.
→ Zostaw KomentarzKategorie: Uncategorized
Otagowane: film, film czeski, lata 60, milos forman
miłość blondynki / lasky jedne plavovlasky (1965)
Październik 7, 2009 · 3 komentarzy
reż. Milos Forman
scen. Milos Forman, Ivan Passer
wyst. Hana Brejchova, Vladimir Pucholt i pozostali Formanowscy naturszczycy

Pewnego razu było sobie miasteczko, w którym na 1 faceta przypadało 70 (albo 17, nie pamiętam) dziewczyn (w miasteczku była fabryka butów, w której pracowały tylko kobiety). Władze dostrzegły problem i zabrały się do rozwiązywania go z dwóch stron naraz – do miasteczka oddelegowano kilka kompani rezerwistów, a dziewczęta w tym samym czasie zaczęły pobierać lekcje o zaletach cnoty, wierności, itd. Niestety razem z rezerwistami do miasteczka na jedną noc zajechał zespół z pięknym pianistą, więc reszta historii potoczyła się jak mokry sen prowincjonalnego moralisty (w sensie – niecnota ukarana).
Jest coś subtelnie sadystycznego w tym filmie – nie zdziwiłbym się gdyby oglądanie go sprawiało przyjemność jakimś wyrafinowanym libertynom. Bo Andula jest przecież ofiarą doskonałą – ładna, naiwna, znudzona, otoczona przez napalonych mężczyzn, marząca o miłości, niezrozumiana przez mamę… mieszkająca w miasteczku żywcem wyjętym z jakiejś sprośnej fantazji… Po prostu nie może nie wpakować się w kłopoty. Na jej niekorzyść działa też to, że jest kobietą, a Czechosłowacja ad 1965 była z tego co widzę krajem zdradzających na lewo i prawo mężczyzn, którym wszystko uchodziło na sucho (w ogóle z czeskiej trylogii Formana wyłania się portret społeczeństwa w stanie ostrego moralnego rozchwiania) i kobiet, którym na sucho uchodziło niewiele.
Swoją drogą u Formana łatwiej niż u innych autorów wychwycić interesujące go wątki. Jego filmy mają bardzo często podobną strukturę – bohater próbuje wymknąć się wszechobecnej nudzie, przeciętności, codzienności, konwencjom, opresyjnym regułom; przez chwilę wydaje się, że mu się uda (w Miłości sielankowa scena erotyczna); na końcu dostaje za karę w dupę (od losu, machiny, mściwej natury, itd). Poza tem b. często powraca motyw nieświadomego wyrządzania zła (często w tonacji komediowej – vide scena w Pradze; ale w Locie już bardziej serio)
Komentarzy: → 3Kategorie: Uncategorized
Otagowane: czechosłowacja, film, film czeski, lata 60, milos forman, nowa fala
dwa oblicza zemsty / one-eyed jacks (1961)
Wrzesień 24, 2009 · Dodaj komentarz
reż. Marlon Brando
scen. Calder Willingham
wyst. Marlon Brando, Karl Malden, Pina Pellicer

Szukałem śladów dojrzałego Kubricka. Nie znalazłem. Zapomniałem, że Kubrick przed Odyseją nie był jeszcze Kubrickiem (*).
Kubricka nie ma, ale film jest, więc trzeba się z nim jakoś uporać. A jest z czym. Brando wysmażył kaszalota, który trwa bez mała 2,5 godziny, a godziny te przebiegają następująco [spoilers ahead] – najpierw wydaje się, że będzie western o przemianie złodziejaszka w uczciwego kowboja, ale nic z tego – na trop złodziejaszka i jego bandy wpada meksykańska milicja i nagle mamy pościg i wszyscy (czyt. autor) myślą, że będzie anty-western o pościgu (scenarzystą Kubricka miał być Peckinpah), ale tutaj znowu nici, bo Brando zostaje zdradzony (przez Karla Maldena) i złapany (przez meksykańską milicję). Po 5 latach wydostaje się na wolność i zaczyna szukać Karla Maldena, a w powietrzu powoli robi się gęsto od charakterystycznego smrodku spaghetti (co z tego, że w 1961szym nikt nie słyszał o Sergio Leone), ale Brando zakochuje się w pasierbicy Maldena, więc przez chwilę wydaje się, że będzie coś w klimacie greckiej tragedii, ale właśnie wtedy… I tak do samego końca. Nawet w ostatniej scenie człowiek nie dostaje tego za co zapłacił (czas to pieniądz).
Krótko mówiąc fajny sparing gatunkowy.
* poza ostatnią sekwencją Zabójstwa (symetryczni policjanci – u dojrzałego Kubricka symetria prawie zawsze oznacza ironię losu / ewentualnie reżysera, ale to na jedno wychodzi)
→ Zostaw KomentarzKategorie: Uncategorized
Otagowane: film, lata 60, marlon brando, meksyk, western